Pokolenie Z rozdaje karty. Rynek pracy w Polsce musi dogonić Europę
Nie interesuje ich praca po godzinach, jawności pensji żądają jak standardu, a od szefa oczekują dbałości o ich zdrowie psychiczne. Pokolenie Z, wychowane w dobrobycie i z nieograniczonym dostępem do globalnych trendów, wchodzi na polski rynek pracy z siłą, jakiej nie miały poprzednie generacje. Demografia i świadomość europejskich standardów pracy sprawiają, że to oni dyktują warunki, a pracodawcy muszą szybko nadrabiać zaległości.
Praca to nie wszystko, ale pensja musi się zgadzać
Na polski rynek pracy wkracza generacja, która stanowi dla pracodawców prawdziwe wyzwanie. Mowa o "Zetkach", osobach urodzonych między 1995 a 2012 rokiem, które, jak mówiła w TOK FM ekspertka ds. HR Magda Pietkiewicz, są "niżowym pokoleniem dobrobytu". Wychowani bez doświadczenia niedoborów, często pod opiekuńczym kloszem rodziców, mają zupełnie inne priorytety niż ich poprzednicy. Badania cytowane w TOK FM wskazują, że dla zaledwie 18% z nich praca jest ważną sferą życia, ustępując miejsca samorozwojowi. Nie oznacza to jednak braku wymagań – wręcz przeciwnie. Oczekują transparentności (93% chce widzieć widełki płacowe w ogłoszeniach) i godnego wynagrodzenia, które pozwoli na "spokojne życie" (dla 40% to kwota powyżej 7,5 tys. zł netto).
Demografia i zaplecze, czyli skąd ta siła?
Siła tego pokolenia nie bierze się znikąd. Kluczową rolę odgrywa demografia. Na rynek wchodzi blisko 4 miliony potencjalnych pracowników z pokolenia Z, podczas gdy opuszcza go znacznie liczniejsza generacja wyżu demograficznego. "Siłą rzeczy można więc wybierać. A skoro można wybierać, to dlaczego z tego nie skorzystać?" – pytała retorycznie Pietkiewicz. Ta świadomość, połączona z poczuciem bezpieczeństwa zapewnianym przez rodziców, sprawia, że Zetki "wiedzą, że nie muszą i nie mają hamulców", by głośno mówić o swoich potrzebach.
Standardy wyznacza Europa, nie lokalny rynek
To, co odróżnia obecną sytuację od poprzednich zmian pokoleniowych, to kontekst Unii Europejskiej i zglobalizowanego rynku. Jak wynika z analiz na portalu tokfm.pl, polskie Zetki nie porównują się już tylko do kolegów z sąsiedniego miasta. Dzięki otwartym granicom i upowszechnieniu pracy zdalnej, konkurują i czerpią wzorce z całego jednolitego rynku europejskiego. Widzą, że praca w Berlinie czy Lizbonie może oferować większą elastyczność i lepsze warunki, i tego samego zaczynają oczekiwać w Polsce. Ich postulaty dotyczące równowagi między życiem zawodowym a prywatnym wpisują się w ogólnoeuropejskie trendy, wzmacniane przez unijne prawodawstwo, takie jak dyrektywa work-life balance, która została już wdrożona do polskiego porządku prawnego.
Adaptacja to konieczność, nie wybór
Pracodawcy muszą zrozumieć, że nie konkurują już tylko między sobą na lokalnym podwórku. Walczą o talent z firmami z całej Europy. Zetki, jako cyfrowi tubylcy, doskonale potrafią znaleźć informacje o warunkach pracy w innych krajach i nie zawahają się ich użyć w negocjacjach. Chcą mieć wpływ, poczucie sensu i świadomość, że ich praca jest potrzebna. Choć dla wielu firm stanowi to problem, rynek będzie musiał się dostosować. Jak podsumowała Magda Pietkiewicz, to nie jest chwilowa moda, lecz trwała zmiana, którą pogłębi jeszcze wejście na rynek mniej licznego pokolenia Alfa. Adaptacja do europejskich standardów w zakresie kultury pracy, elastyczności i dbałości o dobrostan pracownika nie jest już wyborem, a koniecznością.
Opracowała Dorota Kalinowska-Bartosewicz, redakcja TOK FM