Pociąg do Chorwacji to hit czy kit? Ekspert wskazuje na problem w PKP. "Tego się boję"
Pociąg z Polski do Chorwacji - Adriatic Express - jest pokazywany przez rząd jako jego sukces. Jednak ekspert Adrian Furgalski zdrapał pazłotko z tej opowieści. Pokazał lata zaniedbań w PKP, których ofiarami padają polscy pasażerowie, także w wakacje. - Troszkę będziemy jeszcze musieli pocierpieć - mówił w TOK FM prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Pierwszy pociąg z Polski do Chorwacji dotarł w sobotę do Rijeki, pokonując 1240 km. Jak poinformował minister infrastruktury Dariusz Klimczak, w składzie zajętych było 90 proc. miejsc. Adriatic Express będzie kursował przez całe wakacje. Do końca sierpnia - według szacunków podanych przez ministra - pociągi na tej trasie mogą przewieźć łącznie nawet 11 tys. pasażerów.
Ogłoszony przez ministra sukces wzbudził mieszane uczucia u prowadzącego Poranek TOK FM Piotra Jaśkowiaka, który postanowił potraktować to jako punkt wyjścia do dyskusji o polskiej kolei. - To jest jednak dziwna sprawa, kiedy sam minister chwali się tym, że udało się uruchomić jedno połączenie. To nie jest przecież aż taki sukces rządu - zauważył.
- Tak, to powinno być coś normalnego, że rozwijamy połączenia międzynarodowe. Ale też każde z nich może być odbierane jako sukces, bo niestety kompletnie zapomnieliśmy o tym fragmencie rynku kolejowego - odpowiedział Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Jak dodał, zaledwie ok. 2,5 proc. polskich pasażerów korzysta z połączeń międzynarodowych. - Dlatego gdy dostaję pytanie, czy te 3 wagony (jadące do Chorwacji - przyp. red.) to jest hit czy kit, odpowiadam, że to powinno być coś normalnego, czego nie przeżywa się w mediach. Ale jest o tym głośno, bo dawno nie było nowych połączeń międzynarodowych - stwierdził ekspert.
Nieużywane wagony PKP stoją "w krzakach". "Wymalowane sprejami"
Gość TOK FM zdradził, że pytał w PKP, dlaczego tylko 3 wagony jeżdżą do Rijeki. W odpowiedzi usłyszał, że po prostu ich brakuje. - Nawet ten jeden z miejscami, na których można nocą "przekimać", został skądś wyciągnięty i poddany szybkiej naprawie - opowiadał. Dodał, że dopiero w ubiegłym roku PKP Intercity zamówiło 450 nowych wagonów, w tym restauracyjne i takie, w których nocą "będzie można zmrużyć oko". - Ale ta oferta powinna być dawno rozwijana - zastrzegł.
Adrian Furgalski zwrócił uwagę, że PKP Intercity zapowiedziało bardzo wiele nowych połączeń międzynarodowych do bliższych sąsiadów Polski (Niemiec i Czech) i tych trochę dalszych, czyli np. Austrii. - To powinien być normalny proces rozwoju przewoźnika. Ale nie był i nie inwestowano w tabor - podkreślił.
Ekspert przyznał, że nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego dotąd nie zamawiano wagonów sypialnych. - Wszyscy mówili o takiej konieczności przez 8 ostatnich lat. Mamy przecież długie kursy Intercity po Polsce, np. z Przemyśla do Świnoujścia. Czemu też nie zamawiano wagonów gastronomicznych? Naprawdę zawsze znajdą się amatorzy schabowego czy innych potraw (…) To nie jest tak, że nie było pieniędzy na wagony, bo ich PKP Intercity ma bardzo dużo ze środków unijnych - ocenił.
Co ciekawe, ekspert przytoczył statystyki, według których do niedawna aż 40 proc. wagonów PKP stało nieużywanych "w krzakach". - Dzisiaj to już jest mniej: 35 proc. stoi w krzakach, a resztę wysłano do napraw (…) Jak ktoś jedzie np. przez Olszynkę Grochowską, to widzi, ile tam stoi na uboczu wagonów wymalowanych sprejami - opisywał.
Wakacyjna podróż koleją? "Jeszcze będziemy musieli pocierpieć"
W ocenie Adriana Furgalskiego przez brak taboru w wakacje nieraz usłyszymy o "cierpiących" pasażerach, którzy muszą tłoczyć w pociągach albo dla których brakuje biletów. - Na szczęście wraca moda na jazdę koleją, ale niestety, troszkę będziemy jeszcze musieli pocierpieć przez rok czy półtora, zanim pojawi się nowy tabor (…) Część pasażerów się buntuje, że kupiła bilet, a nie może przejść do toalety w pociągu, ponieważ ludzie są wszędzie - mówił.
Jak dodał, "jesteśmy niewolnikami tego kolejowego sukcesu, bo podczas każdego dłuższego czy nawet zwykłego weekendu padają rekordy dotyczące liczby pasażerów". - Z jednej strony cieszę się z tego, a z drugiej boję. Bo ktoś, kto nie jeździł wiele lat i wsiada do takiego zatłoczonego pociągu, to może powiedzieć: "Zrobiłem błąd, wolę samochód, bo tam jest luźniej" - podsumował rozmówca Piotra Jaśkowiaka.
Pociągi PKP Intercity przewiozły w ub.r. 78,5 mln pasażerów, czyli o 15 proc. więcej niż rok wcześniej i 33 proc. więcej niż w roku 2022. Szacunki przewoźnika zakładają, że w tym roku zwiększy liczbę pasażerów do 88 mln, a w 2030 roku - do 110 mln.
Koprz / TOK FM