Koniec miłości Polaków do USA?

Polacy coraz mniej lubią Amerykanów. Do obniżenia ich sympatii wobec USA przyczynił się Donald Trump i jego stronnicy. A jeszcze kilka lat temu Polacy byli najbardziej proamerykańskim społeczeństwem na świecie.

spinner.loading

spinner.loading

Według badania Pew Research Center z 2023 roku 93 proc. mieszkańców Polski wypowiadało się o Stanach Zjednoczonych pozytywnie. Nikt nie patrzył na Amerykanów tak przychylnie. Inny sondaż, Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS dla Polskiej Agencji Prasowej, wskazywał w tamtym roku, że mieszkańców USA dobrze ocenia 72 proc. Polaków. W ciągu trzech lat ten współczynnik spadł do 49 proc. To rekordowy spadek. Amerykanie stracili drugie miejsce i obecnie zajmują jedenaste.

Do drastycznego obniżenia sympatii Polaków wobec Amerykanów przyczynił się Donald Trump i jego administracja. Bardzo szerokim, negatywnym echem odbiły się słowa prezydenta USA, według którego sojusznicze wojska w Afganistanie „trzymały się trochę z tyłu, z dala od frontu”. Tymczasem w Afganistanie zginęło ponad czterdziestu polskich żołnierzy. O tym, że Polacy wywiązali się ze swoich sojuszniczych zobowiązań przypomniał Trumpowi zarówno bardziej proeuropejski premier Donald Tusk, jak i proamerykański, prawicowy prezydent Karol Nawrocki. Słowa prezydenta USA wywołały też oburzenie u innych sojuszników, między innymi w Wielkiej Brytanii, która podczas konfliktu w Afganistanie straciła więcej niż 450 żołnierzy.

Postrzeganiu Trumpa w Polsce zapewne nie pomogły także jego próby układania się z Władimirem Putinem w sprawie Ukrainy i próby relatywizowania przyczyn konfliktu wywołanego przez rosyjskiego dyktatora. Polacy bardzo sceptycznie podchodzą do Rosji i widzą w niej duże zagrożenie. Kontakty za plecami z Kremlem to dla nich duży powód do niepokoju. Do obniżenia zaufania przyczyniły się również groźby Trumpa pod adresem Danii, której chciałby odebrać Grenlandię. Według sondażu SW Research dla dziennika „Rzeczpospolita” 53 proc. Polaków nie uważa dzisiaj USA za wiarygodnego sojusznika.

Nad Wisłą bardzo negatywnie oceniana jest też w ostatnim czasie działalność amerykańskiego ambasadora w Polsce Thomasa Rose’a. Zaatakował on Marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego, drugą osobę w państwie, bo ten przekazał, że nie poprze inicjatywy w sprawie nominacji Donalda Trumpa do Pokojowego Nobla. Rose nazwał to „oburzającymi i nieuzasadnionymi obelgami” i ogłosił zerwanie kontaktów z Czarzastym. Po wybuchu afery jeden z internautów napisał ambasadorowi USA, by wracał do domu. Rose zapytał wtedy: „Czy powinniśmy zabrać ze sobą wszystkich żołnierzy i cały sprzęt?. Niedługo potem opublikowany z prywatnego konta Rose’a wpis został usunięty.

Wypowiedź Czarzastego i odpowiedź Rose’a podzieliła polskich polityków. Marszałka poparł premier Donald Tusk, którego ugrupowanie Czarzastego jest koalicjantem. ”Polska nie jest żadnym kolonialnym krajem, tylko suwerennym państwem w Unii Europejskiej i żaden ambasador nie ma prawa w taki sposób występować w stosunku do drugiej osoby w państwie” - mówił w TOK FM wicepremier Krzysztof Gawkowski, wiceszef Nowej Lewicy, której przewodniczącym jest Czarzasty. Marszałka polskiego Sejmu krytykuje za to była partia rządząca, konserwatywne Prawo i Sprawiedliwość. „Pan marszałek chciał zaistnieć w polityce międzynarodowej tym swoim kuriozalnym oświadczeniem dotyczącym kandydowania do nagrody Nobla, no i zaistniał” - stwierdził w TOK FM poseł PiS Paweł Szrot. W krytyce Czarzastego PiS jest jednak osamotnione.